Wielki Piątek dwa tysiące lat temu… Jak wyglądał Kościół na Golgocie, gdy Jezus umierał?

Pod krzyżem stała jedynie przestraszona i zrozpaczona garstka kobiet i Jan, być może poproszony przez Matkę Bożą o pomoc i obecność… Nikt więcej. Kościół został rozbity, rozproszony, zdeptany, ukrzyżowany razem z Jezusem. Przerażeni i zagubieni uczniowie chowali się w zakamarkach świętego miasta, gotowi uciekać w razie realnego zagrożenia. Bali się szykan, szyderstw, prześladowań. Piotr, upadły w swoim grzechu, walczył z rozpaczającym sumieniem. A Judasz? Nie wytrzymał ciężaru zdrady. Odszedł w ciemności. Mimo grzechu, upadku, rozpaczy i zagubienia apostołów, Jezus oddał swoje życie na krzyżu, w samotności. Mimo? On umarł, aby zgładzić grzech, aby podnieść z upadku, aby przynieść nadzieję i odnaleźć zagubionych.

Dzisiaj Kościół również został rozbity, rozproszony, zdeptany, przez grzech, słabość swoich uczniów. Każdy z nas czuje się przerażony i zagubiony, mierzy się z wszechogarniającym hejtem, nienawiścią, szykanami. A Jezus? Codziennie oddaje życie za ten grzeszny Kościół, za wszystkich nas. Daje się ukrzyżować w samotności, w nienawiści i opuszczeniu. Trzeba zadać sobie pytanie, gdzie w tym momencie ja jestem. Stoję pod krzyżem? A może uciekam wąskimi ulicami Jerozolimy, lub chowam się w ciemnych kątach miasta? A może rzucam srebrnikami w rozpaczy po swojej zdradzie?

Bóg pozwala się ukrzyżować, aby potem zmartwychwstać. I my powinniśmy być gotowi na ukrzyżowanie, aby później odrodzić się na nowo, aby stanąć potem przed Panem i powiedzieć trzykrotnie z radością i wiarą „Tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Wtedy powstanie nowy odrodzony Kościół, wypełniony żarem, modlitwą i radością, Kościół przygotowany na nową Pięćdziesiątnicę.