Bóg w Wielkim Tygodniu zachęca nas do zatrzymania, do zastanowienia się nad sobą, nad swoimi relacjami, postawami, wyborami, do konfrontacji swojego życia z życiem Jezusa, który staje w obliczu krwawej ofiary, do spojrzenia na postawę apostołów, tych najbliższych Panu, tych wybranych, tych najmilszych przyjaciół. Zdecydowanie najwyrazistszą postacią staje się Judasz ze zdradą, ze srebrnikami za pasem, z pocałunkiem i z przegranym życiem.

Dziś staję obok Judasza, patrzę ze smutkiem w jego zagubienie, w jego rozczarowanie, w jego rozpacz, w jego bezradność… Ile we mnie jest Judaszowej rezygnacji, zdrady? Ile we mnie jest Judaszowego upadku? Ile warta jest moja lojalność wobec Pana, moja wierność i przede wszystkim moja miłość? Może trzydzieści srebrników? A może jeszcze mniej? Czy potrafię prosić Pana o wybaczenie moich zdrad? Czy potrafię z ciężarem swojej słabości pójść z Panem drogą krzyżową i stanąć z Maryją pod krzyżem? Czy potrafię przyznać się do grzechu i złożyć go na Jego świętych ramionach?

Gdy patrzę na zdjęcia zniszczonej katedry Notre Dame, jej wnętrza, widzę swoją duszę: szarą, brudną, w zgliszczach. W centrum krzyż, fundamenty nieruszone, ściany w miarę stabline, a jednak zniszczone, wymagające odbudowy, modernizacji, gruntownego remontu. Stan zniszczeń jest ogromny, trudny do ocenienia dla mnie – laika. Bez pomocy, bez wsparcia nie do ogarnięcia… Stojąc w progu zniszczonej świątyni, mogę rozłożyć ręce i pozwolić, aby całkowicie z czasem uległa zniszczeniu, albo zaprosić do jej wnętrza Zmartwychwstałego, największego budowniczego.

Judasz zburzył swoją świątynię, nie zniósł ogromu jej zniszczeń, przerósł go chaos, przeraziło zniszczenie. Czując ciężar swojej winy w tym nieszczęściu, nie potrafił prosić o pomoc w jej odbudowaniu. Nie zaczekał na Zmartwychwstanie…

Myślę, że każdego z nas poruszyła informacja o pożarze Notre Dame. Ogrom zniszczeń i strat jest niewyobrażalny dla ludzkości. Odbudowa zajmie wiele lat i pochłonie mnóstwo pieniędzy. Przyglądam się dzisiaj fotografii wnętrza zniszczonej katedry i przeraża mnie jej stan po pożarze. Jednak elementem, który najbardziej przyciąga mój wzrok, jest błyszczący krzyż. Krzyż nadziei na odbudowę. Na odbudowę francuskiej świątyni, jak i świątyni mojego serca, które zanoszę z krzyżem na Golgotę, oczekując na Zmartwychwstanie.