„Jeśli doświadczasz trudnych chwil, gdy czujesz się całkowicie odłączona od Boga, zdejmij buty. Stoisz na świętej ziemi.” /T.M. Gallagher OMV/

Ziemia Święta. Ziemia starotestamentalnych proroków. Ziemia wymodlona, wyposzczona, wydeptana przez czterdzieści lat na pustyni. Ziemia zlana krwią. Ziemia wielu konfliktów. Ziemia pustynna. Ziemia wybrana przez samego Jahwe. Ziemia Jezusa. Nie można bez emocji przejść po Ziemi Świętej. Nie można przejść obojętnie, w pośpiechu, z przymusu. Nie można przemknąć niepostrzeżenie. Zdejmij buty – mówi Bóg – Stoisz na świętej ziemi. Zdejmij buty ubrudzone szarą codziennością, codziennymi problemami, ubłocone zapomnianym grzechem, umoczone w kałuży rutyny i egoizmu, przykurzone pychą. Stoisz na świętej ziemi.
Nie potrafię bez emocji wrócić do codzienności, pozostawić za sobą wspomnień zielonych wzgórz Galilei, błękitnej tafli Jeziora Genezaret, stąpających majestatycznie wielbłądów po pustynnych wzgórzach i wypełnionej duchowym tchnieniem Jerozolimy. Siedem dni pielgrzymki do Izraela. Siedem dni stąpania po śladach świętości. Siedem dni odkrywania Słowa Bożego. Siedem dni z Jezusem w Jego misji na ziemi. Siedem dni… które teraz wydają mi się niemal wytworem wyobraźni.
Z perspektywy czasu pobyt w Ziemi Świętej powoli się porządkuje w moich wspomnieniach. Pielgrzymka była zbyt intensywna w wydarzenia, przeżycia, aby od razu utworzyć spójny obraz w moich myślach. Każdy mijający dzień oddala ten święty czas, zamazując to, co nieważne, nieistotne, podkreślając to, co warte zapamiętania i powrotu. Powoli zapominam o zmęczeniu, o zimnym deszczu i przemoczonych butach, suszonych hotelową suszarką. Pamiętam jedynie tę wszechogarniającą Świętą Obecność. Obecność , która przenikała każdą myśl, każde westchnienie. Obecność, która była pełna nadziei i niepewności w Nazarecie, delikatna i płacząca w Betlejem, objawiona nad Jordanem i kuszona na pustyni, umęczona na Kalwarii i zwycięska w pustym grobie.
Pielgrzymka do Ziemi Jezusa to najpiękniejsza modlitwa, kontemplacja życia Boga – człowieka, który dla mnie ofiarował Siebie, który przyszedł na świat, aby mnie pokochać, aby przynieść mi nadzieję i pogłębić wiarę. To realne spotkanie z Bogiem, który stał się człowiekiem, z Jego ludzkim obliczem, z Jego codziennością w domu rodzinnym, z Jego przyjaciółmi dziecięcych zabaw, z Jego wędrówką po drogach Galilei i Judei, z Jego ludzką słabością. Ale przede wszystkim to spotkanie z Nim samym. Pan Jezus, przychodząc na świat nie zamknął się w jaskini, w domu. On otworzył Siebie na spotkanie z człowiekiem. Wyszedł do rybaków nad Jeziorem Genezaret, do tłumów na Górze Błogosławieństw, do Zacheusza na Sykomorze, do Łazarza zamkniętego w grobie, do chorych i ułomnych, do opuszczonych i zalęknionych, do grzesznych i odrzuconych przez innych, do nas współczesnych, do mnie.
„Jeśli doświadczasz trudnych chwil, gdy czujesz się całkowicie odłączona od Boga, zdejmij buty. Stoisz na świętej ziemi.” Bóg przyszedł na świat, aby stać się moim towarzyszem życia, otuchą w chwilach trudnych, obecnością w samotności. To właśnie wtedy najłatwiej Go spotkać, właśnie wtedy jest najbliżej. Bóg w swojej miłości, uświęcił moją codzienność, On wszedł w nią w całości i pozostał na zawsze w swoim Ciele i swojej Krwi. I w tej świętej Ziemi, którą przeniknął swoim człowieczeństwem i uświęcił Swoją boskością.