Pragnęłam w życiu czynić wielkie rzeczy, marzyły mi się globalne projekty, pochłaniały mnie ogromne marzenia. Miałam tak wiele planów, pomysłów, ideałów… Świat stał przede mną otworem z perspektywą samorealizacji, satysfakcji i szeregu osiągnięć. Miałam zapał, energię i plany, plany, plany… Młodość 🙂

Z perspektywy lat mój zapał zastąpiło doświadczenie, moją energię – żmudna codzienność, moje plany – wspólne rodzinne zamierzenia. Czy coś straciłam? Czy czuję się niespełniona, nieszczęśliwa? Wręcz przeciwnie. Wraz z małżeństwem zyskałam miłość, oparcie, obecność, wspólnotę. Wraz z macierzyństwem zyskałam radość, cel, spełnienie, rodzinę. Codzienne życie stało się moim globalnym projektem, moją wąską ścieżką do świętości. Świętości mojej i moich najbliższych.

Czy świętość to tylko wielkie projekty wielkich świętych? Jaki mogę mieć wpływ na szerzenie Ewangelii? Co mogę uczynić, aby pomóc we wzroście Kościoła? Życie proponuje różne formy działania, w zależności od posiadanych uzdolnień, charyzmatów. Wokół inicjują się ogromne piękne projekty, szlachetne działania. Potrzebni są ludzie do czynienia dobra właściwie w każdej dziedzinie. Zgodnie ze swymi pragnieniami można dać się pochłonąć wspaniałym ideom, wielkim dziełom, można działać, można pomagać, można ewangelizować.  Wystarczą chęci, czas i pragnienia.

Czasami mam wyrzuty sumienia, że nie działam w wolontariacie, że nie pomagam potrzebującym, że za mało wspieram finansowo instytucje charytatywne, że nie potrafię ewangelizować, że czuję się za słaba, aby tworzyć przestrzeń dobra, aby budować Królestwo Niebieskie. Mam swoją małą przestrzeń, o którą dbam, o którą walczę i którą próbuję uświęcić. Mam swoją rodzinę, swoich przyjaciół i środowisko. Mam swoje problemy, swoich bliskich potrzebujących, swoje życie, które potrzebuje codziennej troski. Czy to mało?

Pan Jezus mówi, że Królestwo Boże jest podobne do ziarnka gorczycy, posianego przez kogoś w ogrodzie. Może wyrosnąć na ogromne drzewo w sprzyjających warunkach. Wystarczy odrobina wysiłku, dbałości. Wystarczy nie pozwolić mu zarosnąć, wystarczy nie pozwolić, by ktoś obcy je wyrwał. Wystarczy się postarać. O resztę zadba Pan Bóg. Nie mamy przecież wpływu na słońce, aby świeciło, ani na deszcz,  aby skropił glebę. To może uczynić tylko Wszechmocny. I tylko Duch Święty może nasiona rozsiać swym podmuchem po całym świecie.

Wcale nie muszę być wielkim aktywnym wszechobecnym i wszechstronnym działaczem kościelnym, aby iść własną ścieżką świętości. Wystarczy, abym zadbała o swoje drzewko gorczycy, aby wyrosło w promieniach łaski Najwyższego. To moje drzewko wpływa przecież na rozwój Królestwa Bożego. Czy to mało?