Całe życie jest spotkaniem. To spotkania z innymi kreują naszą rzeczywistość, ale i osobowość. To spotkania są sensem naszej szarej codzienności, potrafią pobudzić do działania, dodać otuchy w smutku, czy przynieść chwilę śmiechu i radości. Potrafią też być trudne, pełne wyrzutów i pretensji, smutku i rozpaczy, czy po prostu poczucia zlekceważenia. Jednak człowiek nie jest stworzony do życia w samotności, choć bywają dni, że najchętniej zaszyłby się daleko od społeczeństwa, od problemów, rozterek codzienności. Ale to są tylko przelotne chwile. Bóg nie stworzył tylko Adama, aby wiódł w raju swój pustelniczy żywot. Bóg stworzył ludzi, ze wszystkimi późniejszymi konsekwencjami, stworzył Adama i Ewę, aby wspólnie z Nim tworzyli rzeczywistość.

Życie w rodzinie, społeczeństwie wymaga nieustannej pracy nad sobą, nad relacjami, nad współdziałaniem. Nic nie powstaje z niczego. Aby więzi w rodzinie, w pracy, we wspólnocie były trwałe, pełne miłości, akceptacji i wsparcia, wymagają współpracy wszystkich uczestników, wymagają wyjścia ze swojego egoizmu, poświęcenia osobistego czasu i otwarcia serca. Wyjścia poza strefę komfortu.

Podobnie relacja z Panem Bogiem. Przeczytałam gdzieś w wirtualnej przestrzeni, że aby spotkać Boga, należy wyjść poza swoją strefę komfortu, poza swoją oazę bezpieczeństwa, poza swój wypracowany codzienny schemat. My często w swoim życiu codziennym zabudowujemy się murami ochronnymi, mocnymi, wysokimi, chroniącymi nas przed niespodziewanymi wypadkami, zranieniami, zakłóceniami. Każde wyjście poza strefę ochronną traktujemy jak zagrożenie, zakłócenie spokoju. A przecież spotkanie wymaga jedynie otwarcia furtki.

Pan Bóg idzie z nami przez całe życie. Tylko nie zawsze jest widoczny zza naszego muru ochronnego. Uczniowie idący do Emaus byli tak przestraszeni wydarzeniami mijających dni, że w wędrującym towarzyszu nie dostrzegli swojego Mistrza. Kobiety przy grobie były tak zaaferowane, że nie rozpoznały Zmartwychwstałego. Tylko wyjście poza swoje ograniczenia, swoje nawyki, swoją codzienność otwiera nas na spotkanie. Otwiera furtkę, przez którą możemy zaprosić Boga, lub przez którą możemy wyjść Mu na spotkanie. Wystarczy otworzyć tę furtkę, a ujrzymy Pana, Boga, który cierpliwie czeka, który tęskni i z radością wybiega nam na spotkanie. I kocha nieustającą miłością.

Otwarcie nie zawsze jest łatwe, zwłaszcza, gdy mur jest zbyt gruby, furtka zbyt mała i zarośnięta chwastem czasu. Trzeba włożyć dużo wysiłku, czasem desperacji, samozaparcia, należy uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość. Trzeba pukać, szarpać, nie odpuszczać, aż mury ustąpią, chwasty zostaną wyrwane, a przerdzewiały mechanizm puści pod naciskiem. Naprawdę warto! Nic nie jest wspanialsze niż ramiona tęskniącego Ojca, niż na nowo odkryta miłość Najwyższego, niż wszechogarniająca radość Jego obecności!

A konsekwencją spotkania jest działanie. Galilejscy rybacy, słysząc „Pójdź za mną”, zostawili swoje  sieci, domy, rodziny i poszli za Mistrzem, uczniowie, rozpoznając Jezusa w Emaus, biegiem wrócili do Jerozolimy, kobiety, spotykając Zmartwychwstałego, przybyły do Apostołów, aby zaświadczyć że Pan żyje.

A czy ja jestem gotowa na spotkanie z Panem? Czy tego pragnę, czy do tego dążę? Czy próbuję wyjść poza swoją strefę komfortu? Czy próbuję otworzyć furtkę, zburzyć mur ochronny, odgradzający mnie od Boga? Czy pragnę spotkania ze stęsknionym i czekającym Ojcem? A może boję się podjąć ryzyko spotkania, bo dobrze mi jest w mojej kryjówce, może smutno, samotnie i ciemno, ale bezpiecznie za grubym murem odgradzającym mnie od świata?

A Pan Bóg cierpliwie czeka. Podarował nam wolność i z szacunkiem traktuje naszą ucieczkę, nasz azyl. Ale tęskni, wypatruje i z miłością czeka. Bo miłość cierpliwa jest…