Jak wyglądało powołanie uczniów? Karty Ewangelii nie wspominają o żadnych castingach przeprowadzanych przez Pana Jezusa. Nie wybierał On swoich uczniów z rzeszy najwspanialszych, najpiękniejszych, najmądrzejszych, najuczciwszych, najwierniejszych i jeszcze innych naj. Nie przebierał w zgłoszonych kandydaturach, analizując psychiczne predyspozycje, czy profile społecznościowe. Nie wypytywał o pochodzenie i prowadzone życie, o postawę moralną, czy poparcie społeczne. On, jakby przypadkiem, przechodząc obok, po prostu wzywał, by pójść za Nim. „Pójdź za Mną” – usłyszeli rybacy na Jeziorem Galilejskim. „Pójdź za Mną” – usłyszał celnik Mateusz. „Pójdź za Mną” – usłyszeli inni zwykli, niespodziewający się zmian, ludzie. To nie byli herosi, ani święci. To byli zwykli ludzie, ze zwyczajnych rodzin, z codziennymi problemami, ludzie, których obciążały przeróżne problemy wyrastające z otaczającego społeczeństwa.

Uczniowie byli tacy, jak ich ojcowie, dziadkowie, kuzyni, sąsiedzi, koledzy. Jedyne, co ich różniło i co mnie w nich zachwyca, co ich wyróżnia, to piękna odpowiedź na zaproszenie Jezusa, to ich gotowość do poświęcenia wszystkiego, do pójścia za tym, któremu uwierzyli. Na pewno mieli mnóstwo wątpliwości, na pewno nieraz pragnęli wrócić w zacisze swoich domów, na pewno tęsknili za bliskimi. Ale poszli za Jezusem. A Jezus ich powoli przemieniał, przygotowywał do zadań, które mieli wypełnić, wspierał ich, nauczał, dodawał otuchy. Można by pomyśleć, że idąc przy Mesjaszu, będą jak On. Nie byli. Byli słabi, grzeszni, wątpiący. Potrafili się kłócić o pierwszeństwo, wyprzeć się Mistrza, zdradzić. Jednak to oni stali się fundamentem powstającego Kościoła.

Dzisiaj Kościół nadal tworzą zwykli ludzie. Jest jakiś Piotr, Mateusz, Jan czy Judasz. Idą za Jezusem w służbie innym. Popełniają błędy, są słabi, mają problemy podobne jak społeczeństwo, w którym żyją. To zwykli ludzie z bagażem swojego życia, wychowani w naszych współczesnych rodzinach. Współcześni kapłani. Ale pamiętajmy, że Kościół także tworzymy my wszyscy. Nagonka na księży, to nagonka na nas wiernych. Zła nie można tolerować, nie można zamiatać pod dywan. Należy z nim walczyć. Tylko, czy tego zła jest aż tyle, ile się o tym mówi w mediach?

Spotkałam w życiu wielu księży, zakonników. Nie wszyscy byli idealni. Nikt nie jest idealny. Nie byli też święci. Nie ma ludzi świętych. Nie każdy się uśmiechał, pocieszał, pomógł. Bywają różne dni, sytuacje, wydarzenia. Ale czy te wszystkie niemiłe, trudne sytuacje miały mi przysłonić tego, który jest dla mnie Najważniejszy? Jezus umarł za mnie i zmartwychwstał dla mnie, nie zważając na wady swoich uczniów. Wybrał ich i umocnił, aby mi o tym opowiedzieli i przypomnieli, gdy sama zapomnę, aby wskazali mi drogę, gdy się zagubię. Dziękuję tym wszystkim kapłanom, których spotkałam w swoim życiu, za to, że, mimo trudności i słabości, starali się iść za Jezusem i próbowali, jak tylko potrafili, trzymać mnie za rękę, abym i ja za Nim podążała.