„- Puchatku?

– Tak Prosiaczku?

– Nic – powiedział Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę.

– Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.” /A.A.Milne/

Doświadczyłam w życiu pięknej przyjaźni. Przyjaźni, która dała mi oparcie w najtrudniejszych chwilach. Bez zbędnych słów. Bez niepotrzebnych rad. Bez moralizatorstwa. To niesamowite uczucie, gdy w trudnej chwili, jest osoba, która bez pytania przytuli, milczeniem przyjmie niegotowość do rozmowy. Ta wszystkorozumiejąca obecność, ten z radością poświęcony czas jest bezcennym darem prawdziwej przyjaźni i prawdziwej miłości bliźniego, jest darem, który nie wymaga wdzięczności, a jedynie szczerej wzajemności. Miałam ogromne szczęście doświadczyć tego, co w przyjaźni jest najważniejsze – obecności.

To był piękny słoneczny wrzesień, wspaniały obóz w górach, radość młodości i pierwszej miłości, beztroska studenckich wakacji. Wspaniałe wędrówki przeplatały się z nowymi znajomościami i radością bycia z rówieśnikami, budując niezapomniane wspomnienia w albumie pamięci. Cieszyłam się na spotkanie z moim ukochanym. Miał przyjechać, abyśmy mogli spędzić trochę czasu ze sobą, nacieszyć się ulotnością chwili, z dala od codzienności. Czekałam z niecierpliwością. Z radością go powitałam. Niestety, okazało się, że przyjechał, aby się rozstać.

Trudno opisać boleść utraty bliskiej osoby, uczucie opuszczenia i pustki. Świat jakby przestał istnieć, gwiazdy utraciły swój blask, a słońce swoje ciepło. Życie toczyło się jakby obok, za niewidzialną kurtyną poczucia opuszczenia i niezrozumienia. Zostałam nagle sama, odrzucona i pełna niepotrzebnie wstrzymywanych łez, bez chęci do dzielenia się swym bólem z innymi.

Mój przyjaciel zrozumiał mnie bez słów, był przy mnie w tych trudnych chwilach, zabrał mnie na samotną wędrówkę w wysokie góry, bez żadnych pytań, bez roztrząsania, a dlaczego? jak on tak mógł?, w milczeniu pełnym zrozumienia i wyczuwalnego wsparcia. Po prostu był. Przy mnie. Ze mną.

Ta obecność pokazała mi, że można rozmawiać w milczeniu, a najpiękniejsze pocieszenie to spojrzenie pełne miłości i zrozumienia. W przyjaźni nie potrzeba wielu słów, czasami nie potrzeba ich wcale, aby rozmawiać. Wystarczy jedynie obecność.

Podobnie w przyjaźni z Bogiem. On po prostu jest przy mnie w każdej chwili życia, i w radosnych porankach, i w samotnych wieczorach, i w dniach przepełnionych śmiechem, i w tych zalanych łzami. On wszystko rozumie, nie potrzebuje wielogodzinnych tłumaczeń, dziesiątek słów i wyjaśnień. On zna mnie lepiej niż ja sama. On wie, co ukrywam w najgłębszym zakamarku serca. On wie, co jest dla mnie w danej chwili najlepsze. Prawdziwy przyjaciel.

„- Panie Jezu!

– Słucham?

– Nic – Chciałam się tylko upewnić, że jesteś :)”.