Każdy na dnie serca skrywa swoją tajemnicę powołania, kiedy wszechpotężny Bóg puka do, często zamkniętego, brudnego i zrozpaczonego, serca. Bóg, który wydaje się zbyt odległy, zbyt wielki, zbyt potężny zniża się do grzesznika i delikatnie puka, otwiera zamknięte i zatwardziałe drzwi, z pokorą zagląda do wnętrza i prosi o nasze życie. Nie przeszkadza Mu brud, Swoją łaską go oczyszcza. Nie przejmuje się strachem, Swoją miłością go przemienia. Nie martwi się bezradnością, Swoją siłą ją ogarnia. Nie brzydzi się grzechem, Swoją łaską go odpuszcza.

Na kartach Ewangelii mamy kilka pięknych powołań, gdy Jezus mówił wprost: „Chodź za mną”. Proste i wymowne zdanie. Oczywiste i przejrzyste. Na tak wspaniałe zaproszenie odpowiedź mogła być tylko jedna, stąd tylu uczniów zgromadziło się wokół Pana. Mężczyźni, jak i kobiety, zostawiali swoje domy, rodziny, aby poznawać naukę Zbawiciela, iść z Nim przez Ziemię Świętą i głosić Dobrą Nowinę. Wypełniali swoje powołanie, takie, jakie przewidział im Bóg.

Spektakularnie został powołany Szaweł. Ten człowiek, wrogo nastawiony do wyznawców Jezusa, został powalony na kolana w swej pysze i zaciekłości przed Zmartwychwstałym, który ukazał mu Prawdę i właściwą drogę. Paweł poszedł za swoim powołaniem, diametralnie zmieniając swoją postawę, mimo swoich drastycznych grzechów i zbrodni. Bóg wybrał Go, oczyścił i dał łaskę przejrzenia, dał łaskę nawrócenia.

Każdy ma swoje powołanie, czy to kapłan, czy zakonnik, czy mąż, czy żona, czy samotna osoba – bez różnicy. Każdego Bóg powołał do Swojego dzieła. Każdego z nas Bóg wybrał, jako osobę niezbędną w Swojej misji – misji zbawienia. Może nie rzucił nas na kolana, może nie oślepił Swym blaskiem, może nie powiedział zdecydowane: „chodź za mną”, to rzadkość. Bóg działa delikatnie. Czasami latami stoi przy zamkniętych drzwiach naszego serca i delikatnie puka. Tak delikatnie, że w zwykłej gonitwie życia jest to niesłyszalne. Czasami przemawia do nas przez wydarzenia życia, przez spotkane osoby, przez piękno przyrody. On przemawia. Ale czy my Go słuchamy?

Aby słuchać, trzeba się wyciszyć i zatrzymać w biegu. Aby słyszeć, należy poświęcić swój czas i uwagę, przestać błyszczeć, zejść na dalszy plan i przestać mówić, dać Bogu przestrzeń. Bóg przemawia w ciszy. W ciszy serca. Dopiero, gdy wypracujemy sobie przestrzeń w naszym sercu, w którym zamieszka Bóg ze swoim słowem i działaniem, możemy usłyszeć Jego głos.

Powołanie, to ścieżka, którą prowadzi nas Bóg. Ścieżka, która często prowadzi w górę, która może być trudna i wymagająca. Ale jest to ścieżka, która prowadzi prosto do szczytu, do wyznaczonego celu, do światła, do Zmartwychwstałego Pana. Bóg wyraźnie wskazuje szczyt, tak aby nie zniknął nam z oczu i czeka tam na nas. W życiu możliwości jest jednak wiele. Można pójść wygodną drogą, szeroką i bez kamieni. Jednakże taka droga nie prowadzi prosto na szczyt, okala górę wokół, jest dłuższa i pełna skrzyżowań, na których można wybrać zły kierunek, nie widząc celu.

To wielka łaska usłyszeć głos Boga. Niewielu Go słyszało, niewielu doświadczyło, niewielu poznało… W gonitwie życia nie zauważamy Jego obecności. A On stoi przy nas. W hałasie smatfonów, seriali, ruchu ulicznego, dyskotek nie słyszymy Jego głosu. A On mówi do nas. W świetle neonów, w blasku fleszy, w betonach miast nie widzimy Jego Osoby. A On wskazuje nam drogę. Warto się zatrzymać choć na chwilę. Warto się wyciszyć. Warto przyklęknąć w mijającym kościele. Warto się chwilę pomodlić. Warto otworzyć Pismo Święte. Może właśnie w tym momencie Bóg do nas mówi… Może właśnie wskazuje nam nasze powołanie, naszą drogę do szczęścia, nasz jedyny i niepowtarzalny szlak prowadzący na szczyt.