Bardzo lubię historię uczniów uciekających do Emaus. Wystraszonych, zagubionych, opuszczonych, takich ludzkich i takich współczesnych. Niby wiedzieli, że Jezus zmartwychwstał, bo grób okazał się rankiem pusty, jak doniosły im kobiety, pewnie się domyślali, ze mógł zmartwychwstać, jak zapowiadał wcześniej, ale tak trudno im było w to uwierzyć. „Ich oczy były jakby przesłonięte.” Podobnie my dzisiaj. Mamy wszystko podane na tacy. Wiemy, że Jezus zmartwychwstał, ale czy wierzymy w to? Czy ten miniony święty czas odnowił w nas żywą wiarę w Zmartwychwstanie? Czy nadal przechodzimy obok tej prawdy obojętnie, a może ze strachem, lękiem czy oburzeniem?

Uczniowie żalili się spotkanemu Nieznajomemu, że ich Mistrz, ten Jezus Nazarejczyk, który był dla nich wielkim prorokiem, umarł na krzyżu. Po prostu umarł. „A my się spodziewaliśmy…”. Właśnie. A oni się spodziewali, że pójście za Nim będzie proste, łatwe, przyjemne (skoro to taki wielki i słynny prorok), przyniesie im szczęście i powodzenie, a może bogactwo. A tymczasem wystarczyło, żeby uwięziono Pana i skazano na śmierć, a On nic nie uczynił, nie bronił się, nie wyrwał się z rąk oprawców. A gdzie w tym wszystkim zwycięstwo? A gdzie w tym wszystkim mesjanizm? My dzisiaj często myślimy, że bycie z Jezusem, to gwarancja powodzenia. Wystarczy się pomodlić i wszystkie problemy zostaną usunięte. Jednakże mesjanizm Jezusa, to nie huczne zwycięstwo króla żydowskiego nad rzymskim oprawcą, to nie królestwo bogactwa i władzy. Mesjanizm Jezusa to poniżenie, męka i krzyż, na co zazwyczaj nie chcemy się zgodzić.

Gdy nadszedł wieczór, uczniowie przymusili Nieznajomego, aby z nimi pozostał, aby zjadł z nimi posiłek. I wtedy Go poznali, gdy łamał chleb. Wtedy uwierzyli, że prawdziwie zmartwychwstał. Wtedy „zabrali się i wrócili do Jeruzalem” do pozostałych uczniów, aby z nimi podzielić się wspaniałą wiadomością. Już nie uciekali. Już się nie bali. Spotkanie z Panem dodało im odwagi i wiary. Czy dla nas te minione święta były spotkaniem ze Zmartwychwstałym Panem? Czy wzmocniły naszą wiarę, czy pozwoliły odrzucić lęki i niepewności? A może podobnie, jak wspomniani uczniowie, pełni uczucia zawiedzenia i rozczarowania, odeszliśmy od Zmartwychwstałego? Może uciekliśmy od pustego grobu, szukając innego zwycięstwa? Może w strachu pragnęliśmy ukryć się z dala od wydarzeń? W swym lęku, smutku czy rozczarowaniu nie zapomnijmy jednak, że Jezus nie zostawia swoich uczniów samych, idzie za nimi, choćby znacznie się od Niego oddalili, poucza ich cierpliwie i łamie dla nich chleb. Warto w tym okresie poświątecznym wyczulić się na obecność Zmartwychwstałego i rozpoznać Go na naszej drodze do Emaus. Jeszcze nic straconego, grób pozostał pusty, a Jezus zmartwychwstał!