Wyrok zapadł dużo wcześniej, bez sądu, bez procesu, bez świadków. Któż chciałby słuchać tych, którzy zostali uzdrowieni, uwolnieni, czy wskrzeszeni. Jezus był zagrożeniem. Realnym zagrożeniem przed zmianą, przed utratą wpływów. „Jeżeli Go pozostawimy w spokoju, to w końcu wszyscy w Niego uwierzą.” Faryzeusze byli przerażeni, a najlepszą bronią jest atak. Wydali wyrok na Jezusa za Jego plecami, w ciszy Najwyższej Rady, w tajemnicy przed ludem. Tylko Pan wiedział, że nadszedł już czas…

Po wskrzeszeniu Łazarza Jezus oddalił się wraz z uczniami w miejsce ciche i odludne. To były ostatnie chwile spokoju, ostatnie chwile z bliskimi. Tymczasem zbliżało się święto Paschy żydowskiej. Do Jerozolimy przybywały tłumy ludzi. Ludzi, którzy pragnęli poznać Mesjasza. Szukali Go więc wszyscy, dziwiąc się, że nie przybył, aby świętować. Gdy tłum zgromadzony w mieście dowiedział się, że Jezus się zbliża, podniósł gałązki palmowe i z okrzykami na ustach wysławiał Pana, Króla Izraela! Wieść o wskrzeszeniu Łazarza szybko się rozniosła wśród pielgrzymów, stąd piękne uwielbienie wjeżdżającego Pana na osiołku. Tylko faryzeusze szeptali z niechęcią po kątach „Cały świat idzie za Nim”.

Jezus wiedział, że nadeszła Jego godzina. Godzina męki i śmierci. Był człowiekiem. Po ludzku się bał, po ludzku wątpił, po ludzku płakał. Jako Bóg był świadomy konieczności poświęcenia Swojego życia. Z Miłości. Jaka to Miłość, która Boga kładzie jak baranka na ofiarę? Miłość niezrozumiała, Miłość nieodgadnięta. Miłość wszechogarniająca. Najpotężniejsze uczucie na świecie. Teraz każdy krok Pana stał się wyrazem tej Miłości, każde Jego słowo uczyło, jak kochać, jak żyć. Uczniowie jeszcze niewiele rozumieli, nie wierzyli, że ich Panu może się coś stać. Chcieli Go bronić swoim życiem, chcieli Go osłaniać swoją piersią. Odważni i waleczni. Do czasu. W chwili zagrożenia po ludzku się wystraszyli, zwątpili i zaprzeczyli. Jednakże potem po ludzku wrócili ze skruchą.

Dni przed świętem Paschy były czasem przygotowania. Przygotowania ludzi do święta. Przygotowania uczniów do nadchodzących wydarzeń. Przygotowania Jezusa do Ofiary. Jezus nie rozpaczał nad Swym losem. On dziękował Ojcu za Swoje życie, za Swoją Ofiarę. Przekazał apostołom Sakrament Eucharystii – Swoje Ciało i Swoją Krew, w miłości i jedności. Jedynie Judasz „po spożyciu chleba natychmiast wyszedł. A była noc.” Noc zdrady. Noc przeznaczenia. Noc pojmania. Noc niesprawiedliwego sądu.

Od tej chwili wydarzenia biegły zatrważająco szybko. Judasz zdradził Jezusa pocałunkiem wartym trzydzieści srebrników. Sprzedał Pana strażnikom żydowskim, którzy pojmali Go i zaprowadzili do Annasza, Kajfasza i Piłata. Faryzeusze wyrok już mieli wydany kilka dni wcześniej. Piłat, nie chcąc się narażać, umył ręce i oddał Jezusa Żydom. Tłum uwolnił Barabasza, skazując tym samym Jezusa na śmierć. Nie wystarczyło ubiczowania więźnia, nie wystarczyło ukoronowanie cierniem, nie wystarczyło publiczne upokorzenie. Musiała być droga krzyżowa, musiała być Golgota, musiał być krzyż. Musiała być okrutna śmierć.

Musiała być śmierć, aby było Zmartwychwstanie. Musiało być złożenie do grobu, aby grób pozostał pusty. Musiała być męka, aby było zbawienie.

Przed nami Wielki Tydzień. Daj mi Panie w tym świętym czasie spróbować poznać tę  Miłość, bez której nie byłoby Zmartwychwstania. Daj mi pójść drogą tej Miłości, drogą krzyżową i drogą zbawienia. Przed nami najświętsze dni: Tydzień Wielkiej Miłości!