Tagi

Z Janem Pawłem II spędziłam całe dzieciństwo. Śledziłam jego pielgrzymki. Chłonęłam jego energię. Obserwowałam jego cierpienie. Płakałam, gdy odszedł do domu Ojca. Był mi bliski w swojej obecności, choć często mało zrozumiały w swoim wybitnym teologicznym pojmowaniu życia.

Benedykt XVI ujmował mnie natomiast swoją powagą i spokojem, swym autorytetem i swoją mądrością. Jego konserwatyzm wskazywał mi właściwy kierunek i cel. Zaskoczył mnie swą nagłą decyzją i zaimponował odwagą, właściwą tym, którzy wiedzą, co czynią, którymi kieruje sam Pan Bóg.

A Pan Bóg bardzo lubi zaskakiwać. Po wybitnych teologach przyszedł czas Franciszka. Jak po wybitnych Ojcach Kościoła nastała era Franciszka z Asyżu, który swoją prostotą docierał do ludzi, tak też po wielkich Papieżach, nadszedł czas Papieża Franciszka, niezwykle otwartego na ludzi, bliskiego każdemu cierpiącemu i uniżonego w służbie bliźnim, dzisiaj niemodnego i archaicznego.

Współczesny świat zmienia się w zastraszającym tempie. Nawet czas, niezmienny od wieków, płynie znacznie szybciej. Natłok informacji zasypuje ludzkie umysły i niepokoi serca. Konsumpcjonizm wymazał wrażliwość i ośmieszył służbę. Odebrał cel, jakim jest zbawienie, wskazując na egoistyczne zaspokajanie swych potrzeb i zachcianek. Człowiek stał się bogiem, panem życia i śmierci, dla którego liczy się tylko pieniądz i przyjemność.

W takiej rzeczywistości Bóg powołał Papieża Franciszka, aby swoją osobą podtrzymał chwiejący się mur Kościoła, aby go na nowo wzmocnił swą postawą. Postawą pełną pokory, prostoty, służby i współodczuwania ludzkich problemów. Postawą pozbawioną egoizmu i wyniosłości.

Papież Franciszek jest mi bardzo bliski. Cenię go przede wszystkim za uproszczenie teologii, za łatwe w zrozumieniu prawdy wiary, za przybliżenie prawdziwego sacrum, za uświęcenie szarej codzienności. Cieszę się, że Ojciec Święty narobił rabanu i podnosi z kanap rzeszę młodzieży. Podziwiam go za to, że, mimo swego wieku, z młodzieńczym zapałem, prowadzi młodych ludzi suchą stopą przez morze wszechobecnego konsumpcjonizmu i cywilizacji śmierci. Kocham Franciszka za jego serdeczny optymizm i radość, za jego niezwykłą bliskość.

Światu w dniu dzisiejszym nie potrzeba trudnych dysput teologicznych, świat domaga się prostego przekazu wiary i przykładu pokornego życia, a w te wymagania trafnie wpisuje się Papież Franciszek. I choć każdy z nas ma swoją wizję świata, to tylko Najwyższy wie, co światu jest w danej chwili niezbędne. I dlatego daje nam, daje mi, Franciszka. Dziękuję.

„Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.”