Tags

Życie to spotkanie. A człowiek jest sumą spotkań.

W dzieciństwie spotkałam Franciszka, ubogiego zakonnika, w przybrudzonym suknie, który nauczył mnie radości i zachwytu nad światem. Towarzyszył mi w codziennych obowiązkach, w szkole, w chwilach trudnych i po ludzku ciężkich. Wypełniał moją samotność i uczył mnie Boga. Modliłam się z zachwytem nad stworzeniem, wielbiąc Boga w tym, co mnie otacza. Franciszek nauczył mnie dostrzegać Najwyższego w najmniejszym skrawku świata, w najsłabszych stworzeniach ziemi. Otworzył moją duszę na piękno. Dziękuję Ci Franciszku!

Potem spotkałam Joannę, średniowieczną Francuzkę, walczącą pod Bożym dowództwem. Joannę poznałam w kinie. Po seansie wyszłam zachwycona jej powołaniem, zafascynowana jej determinacją i zadziwiona jej konsekwencją. Jednak najbardziej wypełniała mnie tęsknota za tą pewnością, że to Bóg ją prowadzi. Też tak chciałam, też tego pragnęłam z całych sił. Poczułam niedosyt i niespełnienie. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, czego chce ode mnie Bóg, co mogę dla Niego zrobić? Joanna uczyła mnie ogromnej wiary, uczyła mnie, jak przyjmować Bożą wolę. Dziękuję Ci Joanno!

I wreszcie spotkałam Urszulę, w szarym habicie z delikatnym uśmiechem – zupełne przeciwieństwo Joanny. Urszula towarzyszyła mi w rozeznawaniu powołania. Chciałam pójść jej śladami. Odwiedziłam ją w Pniewach, gdzie przytuliła mnie do swego serca i wlała otuchy. Byłam już zdecydowana podjąć wyzwanie i wkroczyć na ścieżkę zakonną. I wtedy Urszula delikatnie związała mnie z moim mężem. Stała przy mnie, gdy zaczynaliśmy się spotykać, wspierała, gdy się rozstaliśmy i prowadziła, gdy się pobraliśmy. Jest przy nas do tej pory w codziennej modlitwie i w małym obrazku stojącym na komodzie. Dziękuję Ci Urszulo!

Dzisiaj najczęściej spotykam Ignacego, który towarzyszy mi w codziennym trudzie i ciężkich wyzwaniach. Prowadzi mnie swoją duchowością do całkowitego zawierzenia Bogu, do obojętności wobec przeciwności. Odsuwa mój lęk o bliskich, uczy pokory, pokazuje mi obecność Boga w moim codziennym, szarym życiu. Napełnia energią do działania, podnosi z depresji, zwalcza lenistwo. A przede wszystkim pokazuje, że cokolwiek czynię, gdziekolwiek się znajduję, z kimkolwiek rozmawiam, robię to na chwałę Bożą. Uczy mnie kontemplować trud codzienności i zawierzać wszystko Bogu. W pracy na biurku, pod stertą spinaczy, mam malutki obrazek Ignacego z najpiękniejszą modlitwą mojego życia, którą staram się jak najczęściej odmawiać:

„Zabierz, Panie i przyjmij całą wolność moją

pamięć moją i rozum, i wolę ma całą, cokolwiek mam i posiadam.

Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie, oddaję.

Twoje jest wszystko.

Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli.

Daj mi jedynie miłość twą i łaskę,

albowiem to mi wystarcza. Amen.”

Dziękuję Ci Ignacy!

Życie to spotkanie. A człowiek jest sumą spotkań. Oby tych pięknych i owocnych spotkań było jak najwięcej 🙂