Mistyka w moim życiu codziennym. Czy jest możliwa? Czy istnieje? Czy pęd świata jej nie przygniata?

Uwielbiam budzić się rano, gdy chłodny podmuch podrywa firankę, a ptaki rozpoczynają swoje trele. Jeszcze przed pracą, przed obowiązkami, przed pobudką dzieci. Wciągam wtedy orzeźwiające powietrze w głąb siebie i dziękuję Ci Panie za poranek, za to, że jestem, że wstałam, że jest mi ciężko podnieść się z łóżka, że żyję w tym pięknym, ale i okrutnym świecie. Słońce delikatnie mieni się w szybie okiennej i puka do mego życia. Czy wpuszczę jego promienie? Czy dam się ogarnąć chwili? Chwili Twojej wszechogarniającej obecności, Twojego przyjścia, Twojej wyciągniętej dłoni, otwartej jak studnia Samarytanki, pełnej Twej miłości.

Podejmuję wyzwanie dnia. Dnia codziennych schematów. Dnia rodzinnych obowiązków. Dnia spotkań, umów, trudnych rozmów, ważnych decyzji. Biegnę, aby zdążyć, aby załatwić, aby odebrać, aby być. Być w pracy, w szkole, na zebraniu, na spotkaniu, na imprezie. I może w przelocie chwilę być w Kościele. Uklęknąć przy Tobie i odetchnąć. I znowu pędzić z poczuciem niespełnienia, spóźnienia i presji obowiązków. A przecież Ty pędzisz ze mną, moim tempem. Czy Cię zauważam Panie? Czy czuję Twe wsparcie? Czy choć przez chwilę pomyślę o Tobie? Czy dam się dogonić? A może warto przez chwilę złapać oddech i się rozejrzeć, jak jest mi dobrze na tym świecie, jak wiele Ci zawdzięczam, jak bardzo mi pomagasz. Dziękuję za cudowną pracę, nie zawsze spokojną i pełną sukcesów, ale i nie nudną, monotonną. Dziękuję Ci za ludzi mi towarzyszących, nie zawsze miłych i serdecznych, ale takich na których mogę polegać i którym mogę pomóc. Dziękuję Ci za każdą chwilę spóźnienia, która uczy mnie pokory i dystansu. Dziękuję Ci za każdą porażkę i błąd, gdyż zawsze mogę je poprawić. Dziękuję Ci za to, że jesteś, nawet, gdy nie jestem tego świadoma, a zwłaszcza, gdy o Tobie zapominam.

I wreszcie wracam do domu. Z utęsknieniem, z radością, zmęczona. Zmęczone wracają dzieci, zmęczony mąż. I znowu biegiem. Zakupy. Obiad. Zadanie. Wizyta u lekarza. Wywiadówka. Kłótnia o zeszyty, książki, zabawki. Nierozwiązane problemy zawodowe. Domowa codzienność przy stole, przy biurku, w łazience. I w tym również jesteś Panie. Czy zapraszam Cię do stołu, do wspólnego życia? Czy raczej odsuwam w róg mieszkania i przygniatam plecakiem problemów? Czy zwracam swe oczy ku Tobie, czy mijam bez zauważenia? Nie zważasz na nic. Po prostu jesteś. Po prostu żyjesz ze mną, z nami, wspólnie. Wieczorem klękasz przy nas na modlitwie i otulasz Swoją obecnością, pocieszasz smutki, wybaczasz, gdy potrzeba, tłumaczysz rozterki, rozwiązujesz problemy, osuszasz łzy. Nie czekasz na podziękowania, których i tak często nie ma. Nie oczekujesz adoracji, bo każdy zmęczony. Siadasz tylko przy łóżku i czekasz na chociaż jedną myśl skierowaną ku Tobie.

Wieczorem tak szybko zasypiam, że nawet nie zdążę Cię wysłuchać, o zakopanej perle, czy Samarytaninie pełnym miłosierdzia, o talentach, czy powtórnym narodzeniu do życia. Ale wiem, że jesteś, że wybaczasz mi każde potknięcie, każdą obojętność, każde zapomnienie. Tylko czasem, gdy ciemność nocy mnie ogarnie i rozproszy ulotny sen, a różaniec zadzwoni delikatnie w dłoni, myślę o tym, że pomimo całego chaosu codzienności, Ty jesteś i mnie kochasz. I warto tego doświadczyć, warto to zauważyć, warto to przeżyć.

Mistyka dnia codziennego to ufne podążanie przed siebie, to wytrwałe zmaganie się ze swoimi problemami i tymi małymi, i tymi ogromnymi, to cierpliwość w relacjach z najbliższymi, to ofiarność i służba wobec spotkanych ludzi, to życie z Tobą Panie.

Warto Cię zauważyć… Może gonitwa będzie wolniejsza. Praca mniej stresująca. Klienci mniej roszczeniowi. Współpracownicy bardziej mili. Obcy choć trochę uśmiechnięci. Dzieci mniej kłótliwe. Mąż bardziej radosny. A ja po prostu szczęśliwa.

Tylko z Tobą codzienność może być piękniejsza 🙂