Czy pamiętam, jak to było?

Oczekiwanie. Niepewność. Niepokój.

W szpitalu. Dwa tygodnie po terminie.

Kroplówki. Zmęczenie.

Przez cały adwent.

Prawdziwy czas oczekiwania.

I wreszcie ten dzień. Wielki dzień.

Dzień radości.

Trochę strachu, bo coś nowego.

Trochę niepewności, bo to pierwsze dziecko.

Trochę łez, bo wzruszenie…

„Ma Pani syna”.

W dzień Wigilii.

Nie szkodziło, że święta w szpitalu.

Nie przeszkadzało, że z dala od domu.

Nie brakowało choinki i grzybowej czy karpia.

Bo był on. Maleńki, bezbronny i delikatny.

Zapłakany i z ufnością wtulony w moje ramiona.

A w mojej duszy brzmiał chór kolęd o Dziecięciu i Jego Matce.

Boże Narodzenie.