Nie wiem Kim jesteś,

nie pytaj,

szukam Ciebie w gwarze codziennego życia,

zagubiona, roztargniona, zasmucona,

biegnę ulicami tłumnie wypełnionych miast,

przepychając się łokciami i próbując nadążyć,

rozglądam się nerwowo, aby nie przeoczyć,

krzyczę, wołam, abyś się odezwał,

w pośpiechu, z zadyszką, z drżeniem serca,

nie potrafię się zatrzymać.

 

A Ty siedzisz na opuszczonym progu mojego domu

ze spuszczoną, opartą na dłoniach głową,

wilgotnym od łez tęsknoty spojrzeniem

i czekasz cierpliwie, aż wrócę,

choćby całe życie…

– mój Mesjaszu codzienności.