Powrót

Zawsze myślałam,

że jestem starszym synem z przypowieści,

tym poukładanym, skorym i chętnym do służby Ojcu,

wypełniającym Jego polecenia i obecnym przy Nim przez całe życie.

Okazało się to złudzeniem, zaślepieniem,

ciemnością, tak wielką, że nie widać, jak bardzo się oddaliłam.

Przez pychę udawanej pobożności,

odeszłam.

A teraz leżę poobijana, poraniona, gdzieś na końcu świata,

gdzie nawet nie istnieją dobrzy samarytanie

i nie wiem, jak wrócić.

Dobrze, że Pasterz zawsze szuka zaginionej owcy, choćby jednej z setki.

Zatem z nadzieją czekam.

I proszę, i błagam

przyjdź po mnie,

pochyl się nade mną,

otrzyj z brudu,

opatrz rany,

podnieś mnie

i przytul.

Burza

Siedzę w bezpiecznej łodzi. Spokojnie. Radośnie. Z przyjaciółmi.

Wiem, że Pan do nas dołączy. Przyjdzie już za chwilę, jak zapowiedział.

Piękno zachodzącego słońca i cichy szum wody otulają błogością i szczęściem moje serce.

 

Zapada zmrok.

Szum wiatru jest coraz mocniejszy. Ciężkie chmury pędem zajmują widnokrąg, zagarniając łąkę gwiazd z pasterzem księżycem.

Moja ostoja bezpieczeństwa zaczyna się miotać między falami,

a pokład zalewa wodospad zimnego spienionego i mokrego lęku.

Ciemność i strach…

 

I nagle za burtą pojawia się On – Pan – jasny, ciepły, pełen spokoju.

I macha do mnie ręką. Woła? Pozdrawia?

Co mam robić?

Najprościej jest zawołać z tęsknotą, bojaźnią, w potrzebie: „Przyjdź Panie Jezu!”.

A może wyjść za Piotrem i w głębi wiary kroczyć po jeziorze? Tylko czy wytrwam i nie zwątpię?

A może, mimo braku wiary, po prostu rzucić się w zburzone fale i spróbować podpłynąć do Jezusa, wyciągnąć rękę i prosić o ratunek?

A może spokojnie poczekać, skuliwszy się na dnie łodzi? Przecież Jezus i tak przyjdzie… Obiecał…

A może odgrażać Panu, że się boję, że moknę, a On nic nie robi…

 

Panie, daj mi wiarę Piotra, która mimo zwątpienia jest prawdziwa.

 

 

Pudełko zapałek

Ciemna noc.

Samotnie patrzę przed siebie, nie widząc światła.

Nawet księżyc, choć w pełni, zaszedł mgłą smutku.

A gwiazdy spadły na granatową zasłonę w pokoju dziecinnym.

Trudno odróżnić kształty otaczającej rzeczywistości.

Wzrok nie jest w stanie przeniknąć najbliższej przestrzeni.

Tylko wspomnienia dnia prowadzą do przodu.

Omijają przeszkody.

Ręka namacalnie szuka zapałek.

W duszy lęk, bojaźń, rozgardiasz.

Potykam się o dywan, o porzuconą lalkę.

Im szerzej otwieram oczy, tym większa czerń wnika w serce.

A cisza samotności szumi w uszach swym bez-dźwiękiem.

 

Opuściłeś mnie Panie! – rozpaczliwie wołam wymownym milczeniem.

Tęsknię za Twoim światłem i ciepłem Twojej obecności.

Po omacku Cię szukam.

I płaczę bez-łzawym szlochem porzucenia,

obijając się o zagubione sprzęty codzienności.

 

Bezwiednie się miotam w czasoprzestrzeni,

a Ty stoisz tuż przy mnie.

I podajesz mi pudełko zapałek.

Tylko ja w swym zagubieniu i lęku, nerwowo machając rękami w ciemności,

nie potrafię odnaleźć Twej wyciągniętej dłoni.

 

107568_pudelko-zapalek-draska-ogen-dlon

 

 

 

Marta

Zabiegana. Zmęczona. Zatroskana.

Z planem organizacyjnym na najbliższe godziny, dni, tygodnie, lata.

Wszędzie obecna. W domu. W pracy. W szkole.

Zatłoczony kalendarz. Zebranie. Wizyta u lekarza. Spotkanie z klientem. Wywiadówka.

Nieskończenie wiele zajęć. I za krótki dzień.

Urywana noc. Dziecięce lęki. Prasowanie. Obiad na następny dzień.

Nawet w lustrze odbicie znika w biegu. Niewidoczne.

 

Marta.

Zgorzkniała natłokiem obowiązków.

Samotna w przyziemnych staraniach.

Upomniana, że to za mało.

Mimo, że daje całą siebie bez krzty egoizmu.

Wypełniona żalem przemęczenia i niedocenionej ofiary.

 

Marto, Marto

zwolnij, jeżeli potrafisz.

Odetchnij podmuchem wolności.

Wyrwij się z więzienia obowiązków.

Zauważ śmiech swojego dziecka, szczekanie psa, czy świergot ptaków.

Usiądź na chwilę. Spróbuj gorącej kawy.

Popatrz, przy stole cierpliwie czeka na ciebie Jezus.

Już długo. Być może za długo.

 

 

Mateusz

Czego się boję? Od czego uciekam?

Przed czym się kryję, wpadam w panikę, drżę…?

Nie lubię zmian –

wygodnictwo i lenistwo kwitną w mojej duszy,

niechęć i rozgoryczenie rozrastają się w sercu.

 

Marzę, by jak celnik Mateusz, bez wahania i lęku, wstać i pójść

za głosem Pana.


„Odchodząc stamtąd Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» — On wstał i poszedł za Nim.

jesus-calls-matthewhttps://poziomkislow.wordpress.com/

Łk 9,18-24

Nie wiem Kim jesteś,

nie pytaj,

szukam Ciebie w gwarze codziennego życia,

zagubiona, roztargniona, zasmucona,

biegnę ulicami tłumnie wypełnionych miast,

przepychając się łokciami i próbując nadążyć,

rozglądam się nerwowo, aby nie przeoczyć,

krzyczę, wołam, abyś się odezwał,

w pośpiechu, z zadyszką, z drżeniem serca,

nie potrafię się zatrzymać.

 

A Ty siedzisz na opuszczonym progu mojego domu

ze spuszczoną, opartą na dłoniach głową,

wilgotnym od łez tęsknoty spojrzeniem

i czekasz cierpliwie, aż wrócę,

choćby całe życie…

– mój Mesjaszu codzienności.

Kolejna rocznica

 Co by było

gdybym nie spotkała Ciebie w głośnym, obcym tłumie,

gdybyś nie zapytał o moje imię,

gdybyśmy tylko otarli się o siebie i minęli w pośpiechu,

gdybym poszła swoją drogą, nie odwracając się za siebie,

gdybyś nie wrócił po nagłym rozstaniu,

gdybyśmy nie stanęli na zawsze przy sobie,

gdybym nie dała ci się poprowadzić za rękę,

gdybyś nie poszedł za mną w niepewną przyszłość,

gdybyśmy…?

 

Miłość nie zadaje pytań.

Przychodzi i daruje nam siebie.

Na zawsze.

Bez warunków.

I trwa.

 

milosc-cierpliwa-jesthttp://www.megapedia.pl/

 

 

 

Przejdź do paska narzędzi